UA-39829806-2

Szukaj

  • 0

Moda na dietę, dietę od mody

Grazyna, 27 maj 2019
Moda na dietę, dietę od mody

Anna Pięta, współtwórczyni podcastu o zrównoważeniu i ekologii MUDA Talks, kiedyś odpowiedzialna za markę targów mody HUSH Warsaw, dziś za uświadamianie o szkodliwości modowego przemysłu, wulkan energii, kobieta bezkompromisowa.

Kiedy ostatnio robiłaś zakupy w sieciówce?

Ostatni mój zakup w sieciówce był w listopadzie 2017 roku.

I co się stało?

Od tamtej pory mogę powiedzieć, że jestem trzeźwa sieciówkowo, trzeźwa od szybkiej mody. Modę z sieciówek nazywam junkfoodem, więc tak jak nie mogę sobie wyobrazić, żebym mogła zjeść takie jedzenie, nie mogę sobie wyobrazić, żebym mogła kupić coś supertaniego w sieciówce.

Zdjęcie Ani zrobił Kuba Kamiński

Ale dlaczego to się stało właśnie w 2017?

Obejrzałam film dokumentalny True Cost, to było w 2016. Od tego momentu zaczęła we mnie kiełkować idea, że ten przemysł modowy to jednak straszne zło. I o tym się dość mało mówi. A drugim punktem zwrotnym był mój wyjazd do Azji. Nawet w miejscach, oddalonych od stereotypowo pojętej cywilizacji, natrafiałam na tekstylne śmieci. Nowe ubrania, gotowe do sprzedaży po 10-12 złotych. Na przykład moje ukochane elephant pants, które nosiły wszystkie dzieciaki, nie zastanawiając się nad tym kto, gdzie, w jakich warunkach i za ile je wyprodukował.

Byłaś współtwórczynią targów mody Hush. To było wielkie święto zakupów, czym to różni się od zakupów w sieciówkach?

W dużym skrócie HUSH Warsaw od sieciówek różnił się znacząco, jak go wymyślałam przyświecała mi idea stworzenia alternatywy dla masowych zakupów i tak przez chwilę było. Polskie, lokalne marki to i tak duuuużo lepsze wyjście. Ale i tutaj zdarza się sporo błędów, mnóstwo kiepskich materiałów. Nie zrozummy się źle, ja uważam, że polskie marki powinny dziś mówić jasno i wyraźnie, że w dużej mierze są zrównoważone, bo produkują, projektują i szyją lokalnie. Teraz powinny zacząć się interesować tym skąd pochodzą ich materiały i dodatki, pytać o to producentów i wymagać certyfikatów. Inaczej to zamknięte koło i nic się nie zmieni, a klienci i klientki tych marek są gotowi na taką komunikację, zapewniam.

Jak przetrwać na diecie modowej?

Dla mnie to jest bardzo proste. A najważniejsze są profity, które płyną z takiej diety. Oszczędza się bardzo dużo czasu i bardzo dużo pieniędzy. Przestałam bywać w centrach handlowych, to są dla mnie niezauważalne obiekty. Nigdy nie byłam ofiarą mody, ale potrafiłam stracić dużo czasu na zakupy. W czasie przecen wiedziałam, że mam jeden dzień z życia całkowicie wyjęty. Nawet jak szłam z listą zakupów.

Pięć zasad twojej diety to?

Jeśli potrzebuję czegoś w swojej garderobie to najpierw sprawdzam w second handach. A nawet nie w seconhandach tylko w sklepach z ciuchami vintage, które już są przebrane. To też oszczędza czas i tam jest dużo z mojej stylówki przeważnie, bo te miejsce tworzą ludzie, którzy kochają ubrania i mają naprawdę dobry gust:)

Dziś moją mekką zakupową jest bazar miejski – tam zawsze znajdę coś fajnego z drugiego obiegu i jeszcze Vinted w internecie.

Kiedy szukałam birkenstocków na lato, bo swoje kompletnie zniszczyłam, to też sprawdzam drugi obieg – allegro, ebay. Tam szukam nowych klapek, które komuś nie pasują z jakiś powodów (kolor, model, dla mnie to bez znaczenia, bo wszystkie są podobne). Kiedy dość dokładnie sprawdziłam drugi obieg i nie znalazłam klapek dla siebie to poszłam do sklepu. I to był jedyny nowy zakup, nie od autorskiej marki, który poczyniłam od listopada (ale noszę je do teraz czyli 2 sezon, ostatnia para birkenów przetrwała 4 sezony).

Mam też swoje ulubione targi vintage – jedne w Niebie (warszawski klub), drugie w warszawskim kinie Luna i ulubione vintage sklepy: crush/ Saint warsaw, safripsti, klunken.

Kolejna sytuacja to są lokalne marki. Nie tracąc pieniędzy w sieciówkach mam trochę większy budżet na polskie brandy (jeśli czegoś bardzo potrzebuję, chyba przez półtora roku kupiłam 2 rzecz od polskich marek). Myślę o polskich markach, które są zrównoważone nawet materiałowo, a nadal nie wiele mówią o zrównoważonym rozwoju, bo może jeszcze nie wiedzą jak, ale działają intuicyjnie w tym w duchu. Produkują małe ilości, limitowane edycje, wiedzą kto to dla nich szyje, robią to w Polsce. Przykłady takich naprawdę zrównoważonych marek od samego początku łańcucha to Touch, Rekh&Datta, które od powstania materiału kontrolują produkcję, czy Wearso, Ola, która ma bardzo dobrze prześledzoną drogę swojej organicznej bawełny.

Czy lubisz być trendy?

Moda mnie kosmicznie znudziła, nie chcę być modna, ja chcę być dobrze ubrana. Ja nie chcę być trendy, ja chcę nosić ubrania. Szukam rzeczy klasycznych, w zgodzie ze mną i moim stylem. Ja już nie muszę się przełamywać, ja wiem co lubię i czego szukam. Ale jeśli dla niektórych trendem jest zrównoważenie, to to jest mój trend na cały życie, taka nowa religia/ etyka.

Byłaś na Copenhagen Fashion Summit, jaką najważniejszą lekcję z tego szczytu wyniosłaś?

To było parę cytatów, które utkwiły mi w głowie. Orsolla de Castro, dyrektor artystyczna Fashion Revolution w Londynie, powiedziała, że cała branża mody jest oparta, od lat, na sekretach i braku wymiany informacji. To prowadzi do braku transparentności. Wydaje się, że branża mody generuje wiele informacji, ale nie jest to dzielenie się wiedzą. Przedstawiciel jednej z małych zrównoważonych marek, powiedział, że jest niemożliwością wyprodukowanie t-shirtu, który w sklepie kosztuje 10 euro, bez zrobienia komuś krzywdy. Stella McCartney biła się w piersi, że oni też nie są idealni w jej firmie, ale bardzo próbują. Jej sukcesem jest to, że kobiety, które szukają rzeczy premium, kupują jej rzeczy eko, nawet niekoniecznie zdając sobie z tego sprawę. Jej buty z wegańskiej skóry podobają się bo są ładne, a przy okazji są właśnie eko.

Jak zacząć modowy detoks?

Przejrzyj dokładnie swoją szafę,

przemyśl model w jakim do tej pory robiłaś/ robiłeś zakupy, co kierowało Twoimi decyzjami, przecena, adrenalina czy rzeczywista potrzeba

ilu rzeczy tak naprawdę nie nosisz (średnio to podobno 50% naszej szafy)

oddaj to w czym nie chodzisz i dzięki temu odkryj skarby, które na pewno w niej są, ale ich pod stertą nie widzisz.

Możesz schować część szafy do walizki i wyjąć za kilka miesięcy, mózg je potraktuje jak nowe.

Idź do sklepu vintage lub na targi i zobacz, że tam jest to samo tylko z lepszego materiału i pewnie bardziej oryginalne,

a potem spróbuj nic nie kupić zupełnie nic przez miesiąc (na początek).

A jak nie zadziała: zobacz film True Cost, River Blue i Out of Fashion albo sprawdzaj marki które chcesz kupić na stronie good on you, tam są niezbędne informacje.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów